niedziela, 28 czerwca 2009

Czas robi swoje. A ty człowieku?

Czy zastanawiał się pan kiedyś, jak silnie związani jesteśmy z przeszłością? Niekoniecznie naszą. Zresztą cóż to jest nasza przeszłość? Gdzie są jej granice? To jest coś w rodzaju bliżej nieokreślonej tęsknoty, tylko za czym? Czy nie za tym, czego nigdy nie było, a co jednak minęło? Przeszłość to tylko nasza wyobraźnia, a wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą. Przeszłość drogi panie nie ma nic wspólnego z czasem, jak się sądzi.



Dziś już tak nie myślę...
dziś już nie ma nadziei...

na dodatek jest mi głupio, że wczoraj myślałam, że On ciągle, albo znowu... ha!
Mądra kobieta po nocy!
a jeszcze mądrzejsza po zakupach z przyjaciółką!

I na rudo się zrobiłam...
I przestanę być miła (a przynajmniej spróbuję)

A facetom się nie ufa...żadnym!

I chociaż jest tam w Krakowie W. pisze, dzwoni, "piękności"...
To co, że wygląda jak zbir
To co, że gdyby przyjechał do miasteczka mego rodzinnego po chwili wszyscy by dudnili o tym, że spotykam się z jakimś gangsterem, albo...że to mój alfons!
To co, że czuje się przy nim wyjątkowo bezpiecznie...

Przecież to wszystko nie jest ważne!!!





sobota, 27 czerwca 2009

Spróbuj po prostu żyć. Rozpamiętywanie jest zajęciem starców.


Jeżeli istnieje jakiekolwiek pocieszenie w tragedii , jaką jest utrata ukochanej osoby, może nim być jedynie zawsze potrzebna nadzieja, że być może tak było lepiej.


Muszę w to wierzyć...
a miało być tak pięknie...jak w bajce i zakończenie miało być też...takie bajkowe a było? żałosne! jak z taniej telenoweli...

Czateria, wymiana zdań, spojrzeń.
Pierwsze rozmowy przez telefon jeszcze tej samej nocy.
Pierwsze spotkanie po tygodniu... i już wtedy... tak! wtedy już się zakochałam...
Nie chcieliśmy się z sobą rozstawać...
Potem Jego wyjazdy i Jego powroty.
Tyle miesięcy żyłam od weekendu do weekendu.
Przez tych prawie 8 miesięcy chyba tylko przez dwa weekendy się nie widzieliśmy.
Wyznania...
Pocałunki...
Wspólne plany...
Marzenia...
I wspólny pierwszy i ostatni wyjazd... wspólne walentynki...wspólne Zakopane, do którego niedawno zabrał także Ją...

Wyznania...ech głupie wyznania...bo cóż dla Niego mogło znaczyć to Kocham? nic...
i ten sms, który przekreślił wszystko, z moim życiem na czele!

Odesłane wszystkie rzeczy, szereg wspomnień, potargane zdjęcia, spalone kartki...
Ostatnia rozmowa przez internetowe kable po kilku tygodniach, w której powiedział, że dawał znaki... jakie kurwa znaki????? Rozmawiając ze mną jeszcze kilka dni wcześniej zarzekał się, że kocha, że tylko ja... i co?? bullshit!!!!
Powiedział, żeby zapomnieć, usunąć wszystkie dane, numery, WSZYSTKO!

ciężko...

A potem...zdjęcie K... z Nim, bez Niego, dla Niego, dla Niej... co za ból!
i ta świadomość, że mnie...że dla niej...

Po jakimś czasie zaczęły się Jego wizyty na moim profilu NK
W gościach widziałam Go z reguły wtedy kiedy wracałam z pracy w doskonałym humorze, kiedy udawało mi się w tych nielicznych momentach o Nim zapomnieć...
Ja przestałam odwiedzać Go w ogóle po przeczytaniu na jednym ze zdjęć, że ją kocha...

A ostatnio ta wiadomość od Niego...
Wczoraj odwarzyłam się wejść na Jego profil...
Po chwili zobaczyłam Jego wzrok w 'gościach'
Jak się nie bać kiedy On tak patrzy... pamiętam to zdjęcie... tyle rzeczy pamiętam...
Dzisiaj znowu odwiedził mój profil...

Mam w głowie milion myśli! Milion nadziei, że może On, że może jeszcze, że może ciągle...że może mnie...

Teraz jak o tym pisze wydaje mi się to głupie i naiwne...
Chciałabym wiedzieć co myśli, dlaczego to On sam nie pozwala mi zapomnieć, czy Jego wspomnienia są równie silne... czy zastanawiał się kiedyś jakby to było gdyby się nie wydarzyło... albo dalej... gdyby znowu był...

Muszę zapomnieć... wiem, że muszę...
Wiem, że zranił najbardziej na świecie, ale kocham Go nadal... chociaż wolałabym nie...


Słodko, słodko otrząsnąć pył z obuwia i odchodzić nie pozostawiając nic za sobą, nie, nie odchodzić, ale iść... [...] Odchodzić idąc, iść odchodząc i nie czuć nawet wspomnienia.






środa, 24 czerwca 2009

"uważaj na siebie księżniczko"

Spieprzyłam na całej lini!!!!

a teraz? jest razem zemną w łóżku, szarpie mnie za ramię, czuję jego oddech, zapach... znowu kurwa ten moralniak!!!!!
Przyczepiło się zwierzęcie i już :(

W. przyjechał trochę po północy...
Siedzieliśmy w tym cholernym jeepie i rozmawialiśmy.
Opowiedziałam o planach mieszkaniowych... mówił, że Mu zaimponowałam, że jest pod wrażeniem... że Go pociągam - i intelektualnie i fizycznie...
To drugie mogłam poczuć kilkadziesiąt minut później...

To nie miało tak być!
Pojechaliśmy na jakieś wzgórze...przecież już jadąc tam wiedziałam co może się wydarzyć... był czuły i delikatny. Kiedy powiedziałam przestań - przestał... Przytulił, pogłaskał...
ale co z tego??
Chciałabym żeby to było nasze ostatnie spotkanie, ale chyba powinnam mu coś jednak wyjaśnić...

Bo...
kiedy tak tulił mnie i całował po włosach....myślałam o Te... myślałam o tym jak dużo ciągle dla mnie znaczy i że W nie zasługuje na to, żeby całując jego myśleć o innym...

Poza tym... widząc go bez koszulki doszłam do wniosku, że nie dość, że mnie nie pociąga to jeszcze wręcz odrzuca. jest otyły i trzeba to głośno powiedzieć!
Ciekawe czy Te też tak kiedyś myślała patrząc na mnie... czy zastanawiał się jakie życie mogłoby być piękne, gdybym była łaska pozbyć się tych zbędnych kostek smalcu.

Dobrze, że wyjeżdżam, że nie będzie okazji spotkać się z W... tylko, że to taki naprawdę fajny facet...

Czemu ciągle kocham więc tamtego chuja??? dlaczego na siłę próbuje być teraz z kimś innym? przecież nie o to w tym wszystkim chodzi...
Znowu się zgubiłam w swoim życiu... znowu to samo...

Muszę się wreszcie odnaleźć!!!!



wstyd...
"Znalazłam sny z dziecięcych lat przewiązane białą wstążką
Nie taki w nich zmyśliłam świat, nie tak miałam żyć
Zasłaniam ręką twarz, bo jest mi wstyd
Sprzedałam swoje "ja", by tylko kochaną być
Jest mnie coraz mniej i mniej co dnia
Zasłaniam ręką twarz, smutno mi..."

wtorek, 23 czerwca 2009

nie to nie :)

Chciał po mnie przyjechać...
napisałam...
odpisał... 'zaraz będę'
a potem telefon, że jednak za dwie godziny...

zła...
a co? z focha nie mogę strzelić???
koniec bycia tą dobrą i wyrozumiałą!
jak się chce mnie mieć to trzeba się starać!!!!

ps. za dużo piwa :)

albo powódź albo posucha...

tak,
poznałam W.
bardzo rozsądnie po kilku godzinach rozmowy przez kabelki zwane potocznie internetem (no, nie kabelki... WiFi :P ) o godzinie 00.10 poprawiłam makijaż, wsiadłam do mej srebrnej strzały i pojechałam na parking pod castoramę (tą na olszy).
Czekał...
ogromny granatowy jeep z jeszcze bardziej przerażającym kierowcą...
ba! mało tego! ja jeszcze wsiadłam do tego jeepa a ten zawiózł mnie w środku nocy na kopiec kraka :)

I tak sobie jest pan W...
sporo za, wiele przeciw... ale ja i tak jutro wyjeżdżam na dłużej więc niech sobie tam będzie :) motyli nie ma :)


I jest T...
biurowy romans...
Nie zakończył się jak przypuszczałam tamtej nocy po weselu...
niby nic się nie działo, ale...
Czemu zawsze musi być to ALE???
Był dzisiaj... pożegnać się... posiedzieliśmy, pogadaliśmy...
Jak wychodził już... złapał mnie za brodę i pocałował... i pocałowałam... i całowaliśmy się!
Jedyne co powiedział "oj, jakoś nie możemy przestać :) "
Prawda...

po 10 minutach zadzwonił, powiedział, że mało pogadaliśmy (już widzę o jaką rozmowę mu chodziło)i że może jeszcze jutro, zanim wyjedzie, zanim ja wyjadę...

Najgorsze, że nie mam nic przeciwko!
Moralniak poszedł się paść!!!!!!

poniedziałek, 15 czerwca 2009

mimo wszystko...

Do niedzieli jakoś szło
Lukier miód liryczne cudo

Nagle coś drobiażdżek wręcz
Na manowce złości wywiódł mnie




Nie jest dobrze...powiedziałabym wprost, że jest źle, ale boję się pisać o tym głośno. Ot, taki mój strach...

Chcę zapomnieć a boję się wyprzeć z pamięci.
Chcę znienawidzić a boję się przestać czuć.
Chcę odrzucić a boję się stracić siebie.

Chcę zablokować...ale boję się, że już nigdy nie zobaczę.

Naiwne to wszystko...
Nie wchodziłam na jego profil odkąd zobaczyłam 'wyznanie'. Za dużo mnie to kosztowało, bolało tak jak gdyby ktoś tamtą kartkę wypalał mi gdzieś w trzewiach...Pamiętam, że skuliłam się w kłębek i długo nie umiałam dojść do siebie... a potem...potem było tylko gorzej...Obraz zdjęcia powracał jak hologram...gdzie nie spojrzałam tam widziałam tamten obrazek... Długo nie umiałam się na niczym skupić...

21.55 w gościach na NK on...
boli... ale znowu ta nadzieją, że może ma gdzieś tam na dnie jakieś szczątkowe dobre uczucia do mojej persony... takie, które nie zostały jeszcze strawione przez ten fałsz i nowy związek.
22.55 w gościach na NK znowu on...
Nie wiem dlaczego...ale nie szukam już powodu bo boję się własnych podejrzeń...
22.56 wiadomość...
Hej. Co tam u Ciebie słychać? Pewnie niedługo wakacje :)
pozdrawiam


i zgłupiałam...tak po prostu...
Napisał...On...jak gdyby nigdy nic...
jak gdyby z Jego telefonu nigdy nie wypłynęła wiadomość, która mnie zabiła...
Jak gdyby jego palce nigdy nie wystukały na klawiaturze najbardziej gorzkich słów
jak gdyby nigdy nie zażądał wykasowania wszystkich jego danych z pamieci mojej, mojego telefonu i komputera...
jak gdyby nigdy nie złamał mi serca, które do tej pory nie potrafi dojść do siebie...
jak gdyby...nigdy nic...

ZABLOKUJ usłyszałam krzyk z milionów gardeł!
Nie umiem...

A potem te zdjęcia...to Zakopane z Nią, chociaż ze mną było zaczarowane... nie ważne..ono już nigdy nie będzie nasze, chyba nawet nigdy nie było i nie miało być...

Więc skąd we mnie ciągle te uczucia, które chcą a nie pozwalają zapomnieć?